Na mapie Mazowsza jest takie miasto, jak Sochaczew. Jest też taka wieś, a nawet wiejska gmina wokół tej miejskiej. Miasto wpadło na pomysł, by powiększyć swoje granice kosztem okalającej go gminy wiejskiej. To powoduje liczne dyskusje o przyczynach takiej decyzji, a te pełne są emocjonalnych argumentów. Brak w nich odniesienia do faktów, więc na kilka z nich postaram się zwrócić w tym tekście uwagę.
Geneza problemu: planowanie, planowanie… i brak realizacji
Dlaczego gmina miejska Sochaczew może chcieć sięgnąć po tereny swojego sąsiada? Odpowiedź jest prosta: to dla niej dobry interes. Zdecydowana większość obiektów handlowych, przemysłowych, jak i innych przeznaczonych pod szeroko rozumianą działalność gospodarczą, znajduje się o kilka kroków od rogatek miasta. Te generują dla gminy Sochaczew znaczne przychody. Warto przypomnieć, że nieruchomości wykorzystywane w działalności gospodarczej mają o około trzydziestu razy wyższą stawkę podatku od nieruchomości, niż te wykorzystywane na cele mieszkalne. Tak z kilku tysięcy metrów robi się kilkadziesiąt tysięcy podatku, a z nich dość szybko rosną kwoty podatków na koncie urzędu.
Historia powstania pierwszego centrum handlowego na Wójtówce w gminie Sochaczew, to nie jest do końca opowieść o zasługach włodarzy wiejskiej gminy. Oni, wbrew działaniom Urzędu Miasta po prostu przestali przeszkadzać. Stąd mamy w bliskim sąsiedztwie centrum handlowego również i znaną restaurację z burgerami pod złotymi łukami. Starsi mieszkańcy miasta zapewne pamiętają liczne plotki o tym, że oba te obiekty miał o wiele lat wcześniej powstać w granicach miasta, ale nie było na to zgody. W jednej z rozważanych lokalizacji działa dziś duży sklep wielkopowierzchniowy. Centrum handlowe nie mogło powstać ze względu na historyczne walory byłej mleczarni… ale jakoś śladów po niej (choć były mocno promowane w wizualizacjach inwestora) za dużo nie widać.
Warto zwrócić też uwagę na spore problemy komunikacyjne, jakie miasto sobie zafundowało. Jeśli jesteś miastem o kształcie ogórka, a mieszkańców jego jednego końca z drugim łączy tylko jedna wąska droga, to musisz szybko myśleć o alternatywie. Tutaj trzeba uczciwie przyznać, że pomysł na alternatywę dla alei 600-lecia powstał dość sprawnie. Problem w tym, że dość szybko zasłużył na pełnoletność, a nawet już lekko posiwiał. Tak, powstała częściowa obwodnica, jednak ona jest rozwiązaniem dla ruchu zewnętrznego, a sochaczewianie nadal muszą stać w korkach.
Komunikacja ma znaczący wpływ na możliwość realizacji różnych pomysłów biznesowych. Jednym z przykładów na to, jak miasto nie działa mogą być tereny po dawnej cegielni na Boryszewie. To rewelacyjne miejsce dla biznesu… do którego nie da się dojechać. Dla aut osobowych skręt w ulicę Kościńskiego nie jest aż tak dużym wyzwaniem, ale układ skrzyżowania jest na tyle nieszczęśliwy, że auta ciężarowe miałyby tam spory problem. To nie bajki, a fakty z rozmów z potencjalnymi zainteresowanymi, gdyż teren ten przez jakiś czas znów był możliwy do nabycia.
Demografia też ma swoje do powiedzenia. Mieszkańcy miasta starzeją się, a to oznacza koszty. Poza starzeniem się mamy do czynienia również z migracjami, jak i naturalnym kurczeniem się populacji. To oczywiście w mieście. Tutaj zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego z końcem 2019 roku mieszkały 36 282 osoby. Do końca 2024 roku pozostało ich 33 154. Trend ten jest zgodny z danymi z powiatu, gdzie liczba mieszkańców zmieniła się z 85 045 osób w 2019 roku do 82 854 w 2024. W tym samym czasie gmina Sochaczew urosła o nieco ponad tysiąc mieszkańców (z 10 976 osób w 2019 roku do 12 001 osoby w 2024). Większą popularnością niż Sochaczew cieszą się też gmina Teresin, czy nie mająca tylu atutów Nowa Sucha. W Teresinie liczba mieszkańców zmieniła się z 11 545 osób w 2019 roku do 11 555 w 2024, a w Nowej Suchej z 6 686 osób w 2019 do 6 889 w 2024. Trudno o stwierdzenie, że Sochaczew kurczy się, bo demografia jest słaba. Sochaczew kurczy się, bo przegrywa konkurencję o mieszkańców z bardziej atrakcyjnymi i dostępnymi miejscami do życia.
Skutki dla mieszkańców
Jakie skutki może wywołać inkorporacja terenów wiejskich do miasta? Na pewno będzie to opisywany już wcześniej wzrost podatków od nieruchomości. Najczęściej będą to podatki od nieruchomości wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej. To raczej pewny ruch, ale praktyka zmian granic miasta (choćby na przykładzie Rzeszowa) pokazuje, że nie jest on zawsze wykonywany przez lokalne władze od razu.
Z poważnych plusów warto zwrócić uwagę na ułatwienia w przeznaczaniu gruntów klas I-III pod zabudowę mieszkaniową. Wykorzystanie ich na ten cel w gminie miejskiej nie jest problemem, jednak na terenach wiejskich najczęściej okazuje się to niemożliwe. Z tematem tym spore problemy mają choćby mieszkańcy wspomnianej już Wójtówki. Dla ich planów inwestycyjnych poszerzenie granic miasta może być jedynym sensownym rozwiązaniem.
O ile problemy na gruncie ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych może udać się rozwiązać, tak powstaną zapewne nowe na bazie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Włączenie w granice miasta terenów objętych już miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, jak i wydanymi wcześniej decyzjami o warunkach zabudowy powoduje, że tekst dokumentu napisał, kto inny niż osoba, której przyjdzie go interpretować. To prowadzi do licznych popisów urzędniczej niekompetencji, sporów, jak i szukania winnego wszędzie poza sobą samym.
Zmiana granic miasta nie powoduje konieczności wymiany dowodu osobistego. Nie ma w nim adresu, więc nie ma przyczyny, by go wymieniać. Mimo to warto zaktualizować swój adres w rejestrach takich jak: KRS, CEiDG, ZUS, w Urzędzie Skarbowym, u ubezpieczycieli oraz w bankach.
Przy okazji ubezpieczycieli warto wspomnieć, że wysokość składek może ulec zmianie. Szczególnie za ubezpieczenia komunikacyjne. Statystycznie w mieście dochodzi do większej ilości zdarzeń, więc ubezpieczyciele mogą podchodzić ostrożniej do wyceny swojego ryzyka.
Kto podejmie decyzję?
Czy dyskusje mieszkańców o zmianach granic miasta mają znaczenie? Na pewno są one ważne z punktu widzenia budowania obywatelskiej świadomości. Niestety wpływ mieszkańców na to, czy przyjedzie im mieszkać w mieście, czy też na wsi jest znikomy. Decyzja zapadnie w formie rozporządzenia Rady Ministrów. Możliwe jest przygotowanie referendum, ale warto pamiętać, że nie będzie ono wiążące. To tylko wskazówka dla polityków, którzy swoje decyzje opierają na zupełnie innych kalkulacjach. Istotne jest też to, że gmina, której terytorium ma zostać zmniejszone nie ma prawa weta.
W świecie idealnym możliwość rządzenia większym terenem powinna przypaść komuś, kto sprawdził się już na tym mniejszym. W przypadku Sochaczewa może się okazać, że większy teren będzie ratunkiem dla miasta, które za nic nie potrafiło sobą skutecznie zarządzać. W razie dalszych problemów mamy przecież jeszcze tak ciekawe gminy, jak Teresin czy Nowa Sucha, więc po co martwić się o swój ogródek, skoro można wyciągnąć rękę po czyjś? Tym bardziej, że tym sąsiednim wszystko jakoś lepiej chce rosnąć.